„Przeznaczenie” Jude Deveraux. Nietypowa podróż w czasie


Przeznaczenie - Jude Deveraux

Przeznaczenie

Tytuł: Przeznaczenie

Tytuł oryginału: Remembrance

Autor: Jude Deveraux

Rok wydania polskiego: 1999

Wydawnictwo: DaCapo

Rok wydania oryginalnego: 1994

 

Nie będę owijać w bawełnę – podróż w czasie Deveraux-style w tym wypadku zupełnie do mnie nie przemówiła.

Była sobie Hayden Lane, pisarka romansów. Tu muszę podkreślić, że początkowe fragment, gdzie opisuje, bardzo zresztą trafnie, stosunek społeczeństwa i środowiska literackiego do pisarek i czytelniczek romansów, podobał mi się, nawet bardzo. Szkoda tylko, że się znalazł w romansie, którego czytelniczkami będą raczej osoby, którym takich rzeczy mówić nie trzeba, bo same dobrze wiedzą jak to wygląda. W każdym razie nasza Hayden zakochuje się w stworzonym przez siebie bohaterze, a przynajmniej rozwija się u niej obsesja na jego punkcie. Jej zaręczyny zostają więc zerwane przez zaniedbywanego narzeczonego, życie towarzyskie zamiera, nawet zawodowe stoi w miejscu, bo choć bohater jest, i to w najdrobniejszych szczegółach, to jednak powieść z nim w roli głównej nie chce powstać. Kiedy jej ex-narzeczony żeni się, Hayden jasno uświadamia sobie, że coś jest nie tak i postanawia poszukać pomocy specjalisty.

Tu na scenę wkracza Nora. Psychoanalitycy, terapeuci i inni tacy nie zdołali wyleczyć Hayden z jej obsesji, więc ta w przypływie rozpaczy zwraca się do jasnowidzki. Od niej dowiaduje się, że Jamie (ten bohater) właściwie istnieje naprawdę – to jej bratnia dusza, z którą została rozdzielona wieki temu i do tamtej pory ciągle się poszukują i znaleźć nie mogą. Więcej

Średniowiecze z Robinem Hoodem w tle. „Baron” Juliany Garnett


Baron - Juliana Garnett

Baron

Tytuł: Baron

Tytuł oryginału: The Baron

Autor: Juliana Garnett

Rok wydania polskiego: 2000 r.

Wydawnictwo: Da Capo

Rok wydania oryginalnego: 1999 r.

Akcja powieści rozgrywa się w średniowiecznej Anglii, w XIII wieku, w mieście Nottingham i jego okolicach, w tym także w lesie Sherwood. Bohaterką jest siostrzenica Roberta z Locksley, znanego także jako Robin Hood. On sam pojawia się w epizodycznej roli pod koniec książki, choć wcześniej jest mowa o tym, że wyjechał do Ziemi Świętej po śmierci Rysia Lwie Serce i nie wrócił. Podejrzewano, że zginął (a Marian w tym czasie siedziała w klasztorze…). Ale do rzeczy. Bohaterem jest Tre, nowo mianowany szeryf miasta Nottingham, który musi radzić sobie nie tylko ze ściąganiem zbójeckich podatków nałożonych przez króla Jana Bez Ziemi. A może lepiej – Jasia Bez Serca. Bo tenże Jasiu odebrał naszemu szeryfowi jego ziemie i to w strasznej chwili – po tym, jak zdradliwy senior naszego Tre napadł na jego włości i zabił jego ukochaną córkę. Po takim wstępie można tylko oczekiwać, że to kolejna opowieść o mężczyźnie, którego serce, stwardniałe po doznanych ranach (córka była jedyną osobą, którą pokochał, a zostało mu to dziecię tak brutalnie odebrane, ach), zostaje zmiękczone przez NIĄ, dzięki czemu ON znowu poznaje cud miłości, uczucia itd., itp. Otóż nic bardziej mylnego. Tak naprawdę to o tym, jak kochał córkę i jak się boi kolejnego uczucia, było wspomniane może dwa razy, i to mimochodem.

Czyli ci, którzy nie lubią roztkliwiania się, powinni być zadowoleni. Ja osobiście poczułam się oszukana. A to dlatego, że w tym romansie za wiele romansu to nie ma. Sceny miłosne były, nawet gorące, w liczbie bodajże trzech i to dość szczegółowe (choć pewne zwroty pobudzały mnie do śmiechu). Ale w kwestii romansu jako takiego nie byłam usatysfakcjonowana, bo nic nie rozwijało się tak, jak moim zdaniem powinno. Więcej

„Ukąszenie” Lynsay Sands i nadzieje na przyszłość, czyli Jacquie w roli jasnowidza


Ukąszenie - Lynsay Sands

Ukąszenie

Tytuł: Ukąszenie

Tytuł oryginału: A Quick Bite

Autor: Lynsay Sands

Rok wydania polskiego: 2012

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Rok wydania oryginalnego: 2005

Moja pierwsza recenzja na tym blogu została zamieszczona 13 marca 2011 i traktowała o książce pt. „A Quick Bite” autorstwa Lynsay Sands. Niespełna rok później, bo 24 stycznia 2012 roku wydawnictwo Prószyński i s-ka wydało tę właśnie książkę w języku polskim. Wcześniej podobnie było z „Bezduszną” Gail Carriger – przeczytałam ją, zrecenzowałam, a potem zobaczyłam w języku polskim. Ani się obejrzę, a już wydadzą Witemeyer. A ta chwila może być nawet bliżej niż komukolwiek się wydaje, bo wydawnictwo Replika zapowiada wydanie innego inspirationala – „From a Distance” Tamery Alexander, którego co prawda nie czytałam, ale był mi polecany i mam go na moim Kindle’u dzięki promocjom na Amazonie, którym niech będzie chwała! Tak więc może kiedyś się doczeka.

Wracając do moich umiejętności jasnowidzenia tudzież mocy sprawczej, ucieszyłabym się bardzo również z Christine Warren, której jestem fanką, albo Shelly Laurenston, której jestem ogromną fanką. Albo niech zostaną i przy Sands, ale wezmą się za jej historyki. Ale te starsze, jednak ostatnia seria to nie to… Chociaż przedostatnia była całkiem niezła.

Jakie jeszcze nazwiska mogłabym wymienić, skoro jestem przy swojej liście życzeń? Może Mindę Webber. Sandrę Hill. Ninę Bangs. Jacquie D’Alessandro. Barbarę Metzger. Kurcze, kurcze, mnożą mi się. No nic. Mogę się tylko cieszyć, że te parę lat temu przełamałam się i zaczęłam czytać po angielsku, co polecam wszystkim, którzy chociaż jako tako znają ten język. Początki mogą być trudne, ale potem już jakoś idzie, a ile z tego radości! Cały amerykański rynek romansowy radości, a ten jest niezmierzony.

„Love Irresistibly”, czyli najświeższy kąsek od Julie James


Love Irresistibly - Julie James

Love Irresistibly

Tytuł: Love Irresistibly

Autor: Julie James

Premiera: 2 kwietnia 2013

Tutaj zaprezentuję coś, na co czekam z niecierpliwością. Kolejna powieść Julie James z serii FBI/US Attorneys. Muszę powiedzieć, że spośród wszystkich sukienek, jakie zostały zaprezentowane na innych okładkach James, ta podoba mi się najmniej. Właściwie to wcale mi się nie podoba. Oprócz koloru, ten jest zniewalający. Ale, ale, nie można oceniać zawartości po okładce i jeśli poziom tego, co w środku, został utrzymany (a nie może być inaczej), to szykuje się kawał dobrego romansu. Współczesnego, z nutką sensacji (byle nie za dużą, bo za tym nie przepadam, ale jak do tej pory proporcje serwowane przez Julie James były dokładnie takie, jak mi potrzeba), gorącego i oby, oby! mocno wciągającego.

Ze strony autorki:

HE’S USED TO GETTING WHAT HE WANTS. . .

A former football star and one of Chicago’s top prosecutors, Assistant U.S. Attorney Cade Morgan will do anything to nail a corrupt state senator, which means he needs Brooke Parker’s help. As general counsel for a restaurant company, she can get a bug to the senator’s table at one of her five-star restaurants so the FBI can eavesdrop on him. All Cade has to do is convince Brooke to cooperate—and he’s not afraid to use a little charm, or the power of his office, to do just that.

AND WHAT HE WANTS IS HER.
A savvy businesswoman, Brooke knows she needs to play ball with the U.S. Attorney’s office—even if it means working with Cade. No doubt there’s a sizzling attraction beneath all their sarcastic quips, but Brooke is determined to keep things casual. Cade agrees—until a surprising turn of events throws his life into turmoil, and he realizes that he wants more than just a good time from the one woman with whom he could fall terrifyingly, irresistibly in love . . .

W skrócie: bohaterka, biznesmenka, musi współpracować z prokuraturą w osobie bohatera. Bohater chce przymknąć skorumpowanego senatora, a jeśli przy tym znajdzie się blisko bohaterki, to tym lepiej. Bo między nimi – fajerwerki, oczywiście. Cade’a poznałam już w poprzedniej części serii i wydaje się być świetnym materiałem na bohatera. A jeśli Brooke będzie tak samo przedsiębiorcza i konkretna jak inne panie tworzone przez James, to wynik może być tylko i wyłącznie świetny.

A teraz americana. „A Tailor-Made Bride” Karen Witemeyer


A Tailor-Made Bride

A Tailor-Made Bride

Tytuł: A Tailor-Made Bride

Autor: Karen Witemeyer

Rok wydania: 2010


rok 1881, stan Teksas w USA

Na początku książki poznajemy bohaterkę. Jest krawcową, pracuje w salonie w San Antonio, w Teksasie. Właśnie kończy szyć czerwoną suknię pogrzebową dla śmiertelnie chorej klientki-ekscentryczki. W czasie, kiedy Hannah wykańcza ostatnie szwy w sukni, starsza pani pyta ją o zdanie w sprawie sprzedaży pewnego budynku w miasteczku Coventry, również w Teksasie. Hannah mówi szczerze to, co myśli, głównie dlatego, że wcześniej starsza pani pochwaliła jej hart ducha widzialny w tym, że wytrzymała już prawie dwa lata jako jej osobista krawcowa. Wcześniejsze nie wytrzymywały nawet dwóch miesięcy. A kiedy się nas chwali, zwykle nie chcemy pokazywać, że te pochwały były powiedziane na wyrost i nie jesteśmy naprawdę tacy silni, śmiali, czy inteligentni, jak myślą o nas inni. Pani Victoria Ashmont nie komentuje wypowiedzi Hannah. Po tym, jak młoda kobieta kończy pracę, dostaje w kopercie bonus obiecany za wykończenie sukni w domu klientki i wraca do warsztatu. Jakie jest jej zdziwienie, kiedy w kopercie nie znajduje spodziewanych zielonych banknotów, tylko… akt własności budynku w Coventry w stanie Teksas.

Dla Hannah jest to spełnienie marzeń. Oszczędzała co prawda, żeby móc założyć kiedyś własny sklep, ale nie przypuszczała, że będzie mogła zrobić to tak szybko. Za swoje oszczędności kupuje więc maszynę Singera, materiały i wszystkie rzeczy potrzebne do warsztatu krawcowej, pakuje manatki i wyjeżdża. Więcej

Zostańmy przy paranormalu, czyli „Bezduszna” Gail Carriger


Bezduszna

Bezduszna

Tytuł: Bezduszna

Tytuł oryginału: Soulless

Autor: Gail Carriger

Rok wydania polskiego: 2011 r.

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Rok wydania oryginalnego: 2009 r.


Londyn, czasy wiktoriańskie

Na początku przedstawię jak wygląda rzeczywistość w „Bezdusznej”. Spotkać tutaj możemy (w ogóle się nie kryjące) wampiry i wilkołaki. Oraz duchy. A skąd one się na świecie wzięły? Niektórzy ludzie mają po prostu „nadmiar” duszy, który nie umiera, jeśli człowiek zostanie przemieniony w wilkołaka/wampira i dalej może „żyć” – nie z całą duszą, tylko z tym kawałkiem, który przed przemianą był nadmiarem. Oraz z bonusem w postaci nabytych cech i umiejętności (kły, pazury itd.) Jeśli chodzi o same wilkołaki, to mogą one zmieniać się w wilki tylko nocą (ale nie muszą). Kiedy księżyc jest w pełni wcale nie kontrolują zmiany i nie panują wtedy nad sobą, tylko panuje nad nimi prymitywna chęć zabijania. Są wtedy zamykani przez swoich służących (którzy być może w przyszłości zostaną przemienieni, jeśli „przeżyją” przemianę) w celach specjalnie do tego przygotowanych. Jeśli jest jakaś para wilkołaków (co się zdarza rzadko, bo w ogóle kobiety przeżywające przemianę, czy to w wampira, czy w wilkołaka, są bardzo rzadkim zjawiskiem) to są zamykani razem, bo to pełnoksiężycowe szaleństwo nie musi się przemieniać w chęć zabijania, tylko w całkowicie inny rodzaj pasji, same wiecie jaki. Więcej

Na początek wampirycznie. „A Quick Bite” Lysnay Sands


A Quick Bite - Lynsay Sands

A Quick Bite

Tytuł: A Quick Bite

Autor: Lynsay Sands

Rok wydania: 2005

A Quick Bite to chronologicznie pierwsza część serii o rodzinie Argeneau, choć została napisana kiedy ukazały się już trzy dalsze części. Kto chciałby poznawać losy rodziny zgodnie z prawidłowym czasem wydarzeń, powinien zacząć właśnie od tej pozycji.

Na wstępie kilka podstawowych informacji. Rodzina Argeneau to wampiry, a właściwie nieśmiertelni ludzie, którzy do życia muszą spożywać krew. Mieszkają w Toronto i okolicach, ale zachowują się w zdecydowanie nieamerykański, staroświecko-angielski sposób. Wampiry (choć starsze pokolenia niezbyt lubią, kiedy są tak określani) mają umiejętność kontrolowania śmiertelników – mogą „wejść” do ludzkiego umysłu i kazać coś człowiekowi zrobić albo zmodyfikować jego wspomnienia tak, żeby myślał, że te dwie ranki na szyi stąd się wzięły, że przypadkiem ukłuł się w szyję widelcem z dwoma ząbkami.

Na samym początku książki poznajemy doktora Gregory’ego Hewitta – psychologa, wybierającego się na urlop. Pierwszy od… bardzo dawna. I robi on przedziwną rzecz – własnoręcznie zamyka się w bagażniku samochodu, który widzi po raz pierwszy w życiu.

Następnie spotykamy Lissiannę Argeneau. Można odnieść wrażenie, że wyszła z baru na szybki numerek z przypadkowo poznanym gościem (który, jak się później okazuje, trzyma w spodniach… ogórka. Tak, takiego zielonego). Jednak to mylne wrażenie – Lissianna musi po prostu się pożywić. Bez żadnych podtekstów. Więcej

Previous Older Entries Next Newer Entries