Pomieszanie z poplątaniem w regencyjnym romansie. „Wizjonerka” Donny Davidson


Wizjonerka - Donna Davidson

Wizjonerka

Tytuł: Wizjonerka

Tytuł oryginału: Elizabeth’s Gift

Autor: Donna Davidson

Rok wydania polskiego: 1996

Wydawnictwo: DaCapo

Rok wydania oryginalnego: 1994

 

Tytuł mylący, przynajmniej dla mnie. Myśląc o wizjonerce spodziewałabym się raczej kogoś postępowego, a tutaj ma określać kobietę mającą wizje. Cóż, zagubione w tłumaczeniu, trzeba z tym żyć. Pytanie tylko – jak dużo się w tym tłumaczeniu zagubiło? Mam wrażenie, albo raczej nadzieję, że całkiem sporo. Bo jeśli jednak tytuł to największy przykład partactwa tłumaczenia, to oznacza, że cała książka była spartaczona już w oryginale i nie może się bronić przed moimi zarzutami. A tych jest sporo.

Elżbieta i Natan to dalecy kuzyni, znają się od dziecka. Oprócz tego, że w dzieciństwie dość często przebywali razem, są połączeni przez fakt, że ich rodzice zostali zamordowani w tym samym czasie. Dziadek Natana jest opiekunem Elżbiety, lecz scedował ten obowiązek razem z wieloma innymi na swojego wnuka. Jakie dokładnie jest między nimi pokrewieństwo, nie mam pojęcia, podejrzewam, że ich babki były siostrami czy kuzynkami, zaczęło mi się to wszystko plątać, kiedy zauważyłam, że nazwiska są dość mocno pomieszane, i takie samo nazwisko miały osoby, które powinny się nazywać inaczej.

Nie będę pisać długo, bo w moim odczuciu, nie ma zbytnio o czym pisać. Natan zajmuje się dość powszechnym zajęciem dla regencyjnych bohaterów, czyli jest szpiegiem, czy raczej pomaga swojemu dziadkowi prowadzić siatkę szpiegowską na kontynencie, a w szczególności jego celem jest znalezienie Zdrajcy (tak, tak, pisanego wielką literą, ogromnego zdrajcy korony brytyjskiej, lubującego się w cierpieniu swoich ofiar i w złocie, jakie otrzymuje od Francuzów za swoje usługi). Ten oczywiście czyha na życie wszystkich po kolei. Dodatkowego smaczku historii dodaje fakt, że Elżbieta odziedziczyła po swojej babce pewna niezwykłą zdolność – potrafi nie tylko słyszeć cudze myśli, ale również nawiedzają ją obrazy wydarzeń, które dopiero mają się wydarzyć, a którym z pomocą Natana udaje się jej dość często zapobiec. On po tym jak dowiedział się o jej darze nie tylko nie zaczął się nią przez to brzydzić, ale właśnie jej pomagał zapobiec tragediom. To znaczy ona myśli, że się jej brzydzi, ale ogólnie ona myśli sporo rzeczy, które nie są prawdziwe, a on nie tylko nie zdaje sobie z tego sprawy, nawet do głowy mu nie przyjdzie, że mógłby jakieś swoje działania usprawiedliwiać, albo komentować.

Nie muszę chyba dodawać, że Elżbieta jest nad wymiar dojrzała jak na swój wiek, tak samo jak Natan, który przedwcześnie poważny i obarczony rozlicznymi obowiązkami dziedzica książęcego tytułu i ważnej dla Ministerstwa Wojny persony dawno już zapomniał o takich rozrywkach jak wyścigi czy hulanki z kolegami. Elżbieta zarządza domem, była przez cztery lata asystentką lekarza, nauczyła się zszywać rany, przyjmować porody itd., itp. A do tego ma złote serce, kocha swoją kuzynkę nawet kiedy ta pokazuje jasno i wyraźnie, że ma ptasi móżdżek, jest miła dla wszystkich i nad wyraz rozsądna, chyba że ogarnie ją furia i rzuci się z gołymi rękami na gościa z nożem.

Elizabeth's Gift - Donna Davidson

Elizabeth’s Gift

Miałam się nie rozpisywać, ale najwidoczniej ta książka podziałała w pewien sposób na mój mózg, bo to, co piszę teraz, jest mniej więcej tak chaotyczne jak właśnie ona, ta książka znaczy, albo przynajmniej moje jej pojmowanie. Chyba nawet mniej niż więcej. Moją reakcją przez większą część czasu, kiedy ją czytałam, była dezorientacja lub niedowierzanie. Albo jedno i drugie. Uśmiechnęłam się może raz czy dwa, ale nie jestem pewna, czy autorka chciała osiągnąć ten rezultat akurat w tamtych momentach. Wątpię w to. Nie potrafiłam się w nią wciągnąć, zignorować nieścisłości w treści, brak konsekwencji w prowadzeniu akcji, przelecenia po łebkach w przypadku emocji. Miałam wrażenie, że autorka miała mało czasu, a potem jej redaktor też niezbyt przyłożył się do roboty. Tłumaczenie tego nie poprawiło.

I tak się zastanawiam – jakie kryteria miało swego czasu wydawnictwo Da Capo przy wyborze takich, a nie innych tytułów do swoich serii romansów? Mamy tu i poczytne autorki, i takie, które na angielskojęzycznych serwisach są ledwie wspomniane. Są klasyczne regencje i bardziej gorące historie. Są romanse współczesne i historyczne. To nawet nie jest tak, że konsekwentnie wydawali jakąś serię, lub książki konkretnych wydawnictw. Żadnej konsekwencji. Bo skąd tu taka Donna Davidson, a nie dajmy na to, Barbara Metzger, również autorka tradycyjnych romansów regencyjnych dla wydawnictwa Signet? Na to pytanie odpowiedzi nie otrzymam ani sama nie wymyślę, ale pewnie od czasu do czasu do mnie wróci.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: