„Zaginiony książę” Julii Quinn, czyli jak różnią się oczekiwania od rzeczywistości


Zaginiony książę - Julia Quinn

Zaginiony książę

Tytuł: Zaginiony książę

Tytuł oryginału: The Lost Duke of Wyndham 

Autor: Julia Quinn

Rok wydania polskiego: 2009 r.

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Rok wydania oryginalnego: 2008 r.

 

Jack napada na powóz, którym do domu wraca po zabawie księżna wdowa Wyndham ze swoją damą do towarzystwa, Grace. Jest czarujący, dowcipny i kradnie Grace buziaka (jej się oczywiście niemalże ziemia usuwa spod stóp, ale pomińmy). Księżna wdowa, mimo słabego oświetlenia (noc w końcu jest) oraz faktu, że Jack nosi maskę, widzi w nim niemalże sobowtóra swego kochanego starszego syna, który swego czasu pojechał do Irlandii i zginął w drodze powrotnej, ale nie zawiadomił swojej rodziny, iż przed śmiercią zdążył się ożenić i spłodzić potomka. Jack nie dość, że wygląda niemal identycznie jak ojciec, to jeszcze ma jego poczucie humoru i cięty język – m.in. właśnie dzięki temu księżna wdowa rozpoznaje w nim wnuka. Jack nie kradnie prawie nic, bo jest zbyt zaszokowany spotkaniem kobiety, która podaje się za jego babkę (zabiera jedynie sygnet wdowy – dzięki niemu upewnia się później, że miała rację). Potem księżna wdowa porywa go (dosłownie) i przetrzymuje w zamku, a jakiś czas później jadą do Irlandii po akt ślubu jego rodziców. Nie żeby Jack tego chciał, ale nie ma wyjścia. Taki kształt fabuły jest według mnie dość pomysłowy i bardzo „quinnowy”, ale zauważyłam sporo różnic między tą książką a wcześniejszymi autorstwa Quinn.

The Lost Duke of Wndham - Julia Quinn

The Lost Duke of Wyndham

Po pierwsze, chyba pierwszy raz w książce JQ spotkałam się z postacią, która nie jest „tą złą” jak np. kuzyn Charlesa w „Urodzinowym prezencie”, a jednak nie jest też pozytywna. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że księżna wdowa będzie tutaj kimś takim jak Lady Danbury w Bridgertonach, „Jak poślubić markiza” i jej nowszych książkach. Ale nie. Jak dowiadujemy się na początku, pod szorstką powłoką na pewno nie bije szczerozłote serce. W miarę rozwoju wydarzeń mamy ciągle tego dowody, np. sposób, w jaki traktuje Grace lub Amelię – narzeczoną Thomasa, aktualnego księcia Wyndham. W każdym razie, chociaż w pewnym momencie pokazana jest ona jako bardzo samotna kobieta, księżna wdowa nie wzbudziła mojego współczucia, bo doszłam do wniosku, że sama jest sobie winna.

Teraz Jack. Jest świetny – uwodzicielski, zabawny, przystojny. A także do szaleństwa zakochany, prawie od pierwszego wejrzenia. I prawidłowo. W sumie w nim akurat znaleźć jakichś gorszych stron nie mogę, bo go naprawdę naprawdę polubiłam. Nie jest jednak wielkim ideałem – ma swoje problemy, których zdradzać nie będę. Został wychowany przez ciotkę i jej nazwisko potem przyjął, walczył też z Napoleonem – wtedy zginął jego brat cioteczny, z czym Jack się nie mógł pogodzić. Ale w stosunku do Grace jest zawsze świetny.

Za to Grace nie jestem do końca pewna. To znaczy nie jestem do końca pewna tego, czy ją lubię, czy nie. Bo oczywiście jest szlachetnie urodzona, ale nie wysoko, więc znając Towarzystwo wie, że gdyby Jack okazał się prawdziwym księciem (a raczej kiedy zdobędą oficjalne potwierdzenie tego, że jest prawdziwym księciem) ich małżeństwo nie mogłoby zostać zaakceptowane. Oczywiście kocha go, nawet się za bardzo nie wypiera, ale jest zdecydowana odrzucić jego zaloty, jeśli okaże się księciem. On powtarza jej prawie do znudzenia, że gwiżdże na to, co ludzie będą gadać, ale ona się upiera, bo uważa, że nie może mu tego zrobić bla bla bla, ona zna Towarzystwo (cóż, 5 lat jako dama do towarzystwa…), więc wie jak to będzie bla bla bla itd. itp. Została damą do towarzystwa, ponieważ jej rodzice zginęli, kiedy miała 17 lat i miała do wyboru – księżna wdowa jako pracodawczyni lub obleśny kuzyn jako mąż. Jej życie u boku księżnej wdowy nie jest miłe, nie jest szczęśliwe, ale Grace nie narzeka, bo wie, że to mniejsze zło i w sumie nie ma innego wyjścia. W tym gadaniu Grace o braku akceptacji dla ewentualnego związku między nią a Jackiem zauważyłam pewną nutkę cynizmu, która mi całkowicie nie pasuje do bohaterki romansu, a jeszcze mniej do bohaterki romansu napisanego przez Julię Quinn. Jednak moje odczucia w stosunku do Grace są czystko subiektywne i pewnie ktoś inny powiedziałby na jej temat coś całkiem odmiennego.

Nie zapominajmy także o Thomasie (aktualnym księciu) i Amelii, której ojciec podpisał umowę, że poślubi ona księcia Wyndham i jest zdeterminowany ją sfinalizować. A Thomas nie jest wcale szczęśliwy porzucając swoją dotychczasową tożsamość i wieloletnią narzeczoną (nie żeby się jej zbytnio narzucał, ale zawsze…). Ale o tym będzie książka następna, która być może bardziej by mi się spodobała, gdybym ją przeczytała.

Ogólnie rzecz biorąc jest miło, fajnie, spokojnie, niekiedy gorzko, głównie słodko, książka jest dobra, ale nie tego oczekiwałabym po JQ. Nie jestem tak w pełni zawiedziona, ale pozostał we mnie pewien niedosyt. Może kiedyś wezmę się za tom drugi, „Czekając na księcia”, ale nie wiem, kiedy to się może stać, bo każda książka, która wyszła spod jej pióra od pory „Zaginionego księcia” (albo raczej od pory „Sekretnego pamiętnika Mirandy Cheever”) nie spełniła moich oczekiwań i nie spodobała mi się tak, jak jej wcześniejsza twórczość.

Zaginiony książę - Julia Quinn

Zaginiony książę (wznowienie)

P.S. Powyższa recenzja, jak zresztą wszystkie zamieszczone w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, należy do gatunku „wyciągnięta z szuflady”. Nie, odkąd przeczytałam „Zaginionego księcia” niedługo po amerykańskiej premierze, nie sięgnęłam po „Czekając na księcia”. A po dalszym zawodzie, jakim było dla mnie kilka ostatnich książek Quinn, mam na to coraz mniejszą ochotę. Ale niewykluczone, że i Pan Cavendish doczeka się miejsca w mojej czytelniczej kolejce.

P.S.2 Ach, ach, ach, czyż nie uwielbiamy wszyscy okładek, które serwuje nam Amber? I wznawiania przez nich książek rok czy dwa po ich pierwszym wydaniu, kiedy bez problemu to pierwsze wydanie jest jeszcze dostępne?

Reklamy

3 Komentarze (+add yours?)

  1. B.
    Czer 12, 2013 @ 15:42:01

    Ad. P.S. 2 oj, wyjątkowo nieudane okładki. Na pierwszej jest wieniec pogrzebowy na katafalku (?), a druga mi zalatuje baaaaaaaardzo daleką inspiracjią Georgią O’Keeffe (teraz Georgia będzie mnie straszyć po nocach :)).

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: