„Przeznaczenie” Jude Deveraux. Nietypowa podróż w czasie


Przeznaczenie - Jude Deveraux

Przeznaczenie

Tytuł: Przeznaczenie

Tytuł oryginału: Remembrance

Autor: Jude Deveraux

Rok wydania polskiego: 1999

Wydawnictwo: DaCapo

Rok wydania oryginalnego: 1994

 

Nie będę owijać w bawełnę – podróż w czasie Deveraux-style w tym wypadku zupełnie do mnie nie przemówiła.

Była sobie Hayden Lane, pisarka romansów. Tu muszę podkreślić, że początkowe fragment, gdzie opisuje, bardzo zresztą trafnie, stosunek społeczeństwa i środowiska literackiego do pisarek i czytelniczek romansów, podobał mi się, nawet bardzo. Szkoda tylko, że się znalazł w romansie, którego czytelniczkami będą raczej osoby, którym takich rzeczy mówić nie trzeba, bo same dobrze wiedzą jak to wygląda. W każdym razie nasza Hayden zakochuje się w stworzonym przez siebie bohaterze, a przynajmniej rozwija się u niej obsesja na jego punkcie. Jej zaręczyny zostają więc zerwane przez zaniedbywanego narzeczonego, życie towarzyskie zamiera, nawet zawodowe stoi w miejscu, bo choć bohater jest, i to w najdrobniejszych szczegółach, to jednak powieść z nim w roli głównej nie chce powstać. Kiedy jej ex-narzeczony żeni się, Hayden jasno uświadamia sobie, że coś jest nie tak i postanawia poszukać pomocy specjalisty.

Tu na scenę wkracza Nora. Psychoanalitycy, terapeuci i inni tacy nie zdołali wyleczyć Hayden z jej obsesji, więc ta w przypływie rozpaczy zwraca się do jasnowidzki. Od niej dowiaduje się, że Jamie (ten bohater) właściwie istnieje naprawdę – to jej bratnia dusza, z którą została rozdzielona wieki temu i do tamtej pory ciągle się poszukują i znaleźć nie mogą. Okazuje się też, że jedno z jej poprzednich wcieleń, żyjące na przełomie XIX i XX wieku było nawet żoną swojej drugiej połowy, jednak coś ciągle było nie tak, więc najbliższe ich spotkanie odbędzie się dopiero za trzy wcielenia. Do tej pory Hayden ani jej następczynie nie mają szans na prawdziwą miłość, choć to jedyna rzecz, jakiej będą z całego serca pragnąć.

Hayden poddaje się więc hipnozie, dzięki której przenosi się do skóry lady de Grey i dowiaduje się, co było nie tak w jej małżeństwie – mężulo nie mógł stanąć na wysokości zadania, ot co. Więc będąc w tamtym wcieleniu poddaje się kolejnej hipnozie i przenosi się do czasu, kiedy wszystko się zaczęło, czyli do czasów elżbietańskich i poznaje historię Callie i Talisa.

Co mnie w tej powieści mierziło?

Remembrance - Jude Deveraux

Remembrance

Po pierwsze: romans. Jaki romans? Gdzie romans? W części średniowiecznej – dzieciaki, które od zawsze były razem, które nie mogły wytrzymać z dala od siebie, były o siebie nawzajem szalenie zazdrosne, a w końcu zrobiły co zrobiły w wieku 17 lat jakoś nie chcą podejść pod moją kategorię romansu.  A do tego rozwleczone to było straaaasznie. W XIX/XX-wiecznej… Hmm… Tu akurat było w porządku, ale za krótko, żeby mogło mi to zrekompensować całą resztę. Ja wiem jak bym to zrobiła – skróciła początek, równie rozwlekły, zwęziła opowieść o Callie i Talisie, lady de Grey mogłaby zostać jak była, a to, co się działo po powrocie, rozszerzyłabym, tu zrobiła romans sensu stricto. Bo rozumiem, bratnie dusze, że znają się chociaż się nie znają, ale prooooszę… Gdzie tu romans? Przecież można napisać romans nie wyrzucając idei przeznaczenia, ba, mnóstwo romansów właśnie na tej idei bazuje.

Po drugie: proporcje. Jak już zauważyłam, wszystko było nie tak. Nie potrafiłam zainteresować się całą historią w takiej postaci, w jakiej została napisana. Za dużo paplania, za mało rzeczywistych wydarzeń. Bo nawet opowieść o Callie i Talisie była w przeważającej części opowiedziana, a nie pokazana. I ten wszechwiedzący narrator był moim zdaniem zbyt wszechwiedzący. Przeważnie lubię jak wszystko jest ładnie i jasno wyłożone, ale przecież nie musiałam wiedzieć, co sobie myśli Hugh, prawa ręką Johna, ojca Talisa. I ta końcówka taka na łapu-capu, kiedy można było skrócić środek, i dołożyć trochę treści pod koniec.

I tak ogólnie… ogólnie mnie nie przekonało. A Hayden z tą jej obsesją mnie mocno denerwowała przez większość czasu. Pierwszym romansem z podróżą w czasie, jaki przeczytałam (chociaż wtedy nie wiedziałam jeszcze, że to romans), była książka właśnie Deveraux – „Życie raz jeszcze”. Podobała mi się i mam do niej duży sentyment, nawet sporo czasu później szukałam tego nazwiska w katalogach księgarni wysyłkowych, które trafiały do domu. Jest bardzo prawdopodobne, że gdybym trafiła wtedy na „Przeznaczenie”, po żadną książkę Deveraux nie sięgnęłabym przez długie lata, jeśli w ogóle.

Reklamy

5 komentarzy (+add yours?)

  1. miqaisonfire
    Kwi 23, 2013 @ 06:09:46

    Nigdy nie słyszałam o tej pani, ale pewnie dlatego, że tylko od czasu do czasu czytam romanse. Chyba jednak nie jestem przekonana do jej twórczości.
    Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz

    • jacquie119
      Kwi 23, 2013 @ 13:11:35

      Jak jedna jaskółka wiosny nie czyni tak jedna zła książka nie czyni złej autorki 😉 Ta akurat książka rzeczywiście jest zła (choć znam i osoby, którym się spodobała), ale Deveraux ma na swoim koncie sporo całkiem porządnych i bardzo dobrych – zarówno romansów historycznych, jak i współczesnych, jak i z podróżami w czasie, a oprócz tego jeszcze kilka trochę umykających klasyfikacji. Z czystym sumieniem mogę polecić „Dzikie orchidee”, ale nawet jeśli byś się kiedyś za nie wzięła, to jednak też nie jest dobry przykład jej twórczości żeby sobie wyrobić zdanie 😉

      Odpowiedz

      • miqaisonfire
        Kwi 23, 2013 @ 17:07:19

        Rozumiem 🙂 Ciężko mi mówić, bo jak pisałam wcześniej, w ogóle nie znam twórczości tej autorki i romanse czytam tylko od czasu do czasu, ale zapamiętam sobie „Dzikie orchidee” 🙂

  2. ewa
    Maj 25, 2013 @ 22:01:29

    a mi sie podobało,tzn książka,bo zakończenie kulało,jak zwykle u autorki.Zresztą dla mnie podróże w czasie to cud,miód i orzeszki i lubię je w każdej postaci

    Odpowiedz

  3. veiolet
    Lu 11, 2016 @ 20:47:08

    Droga jacquie
    Polecam przeczytac trylogie czarnych kamieni Anne Bishop. Gwarantuje ze nie bedziesz mogla sie oderwac. Efemera rowniez jest warta przeczytania. Swietne napisane, duzo humoru, poprostu nie mozna sie oderwac.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: