Na początek wampirycznie. „A Quick Bite” Lysnay Sands


A Quick Bite - Lynsay Sands

A Quick Bite

Tytuł: A Quick Bite

Autor: Lynsay Sands

Rok wydania: 2005

A Quick Bite to chronologicznie pierwsza część serii o rodzinie Argeneau, choć została napisana kiedy ukazały się już trzy dalsze części. Kto chciałby poznawać losy rodziny zgodnie z prawidłowym czasem wydarzeń, powinien zacząć właśnie od tej pozycji.

Na wstępie kilka podstawowych informacji. Rodzina Argeneau to wampiry, a właściwie nieśmiertelni ludzie, którzy do życia muszą spożywać krew. Mieszkają w Toronto i okolicach, ale zachowują się w zdecydowanie nieamerykański, staroświecko-angielski sposób. Wampiry (choć starsze pokolenia niezbyt lubią, kiedy są tak określani) mają umiejętność kontrolowania śmiertelników – mogą „wejść” do ludzkiego umysłu i kazać coś człowiekowi zrobić albo zmodyfikować jego wspomnienia tak, żeby myślał, że te dwie ranki na szyi stąd się wzięły, że przypadkiem ukłuł się w szyję widelcem z dwoma ząbkami.

Na samym początku książki poznajemy doktora Gregory’ego Hewitta – psychologa, wybierającego się na urlop. Pierwszy od… bardzo dawna. I robi on przedziwną rzecz – własnoręcznie zamyka się w bagażniku samochodu, który widzi po raz pierwszy w życiu.

Następnie spotykamy Lissiannę Argeneau. Można odnieść wrażenie, że wyszła z baru na szybki numerek z przypadkowo poznanym gościem (który, jak się później okazuje, trzyma w spodniach… ogórka. Tak, takiego zielonego). Jednak to mylne wrażenie – Lissianna musi po prostu się pożywić. Bez żadnych podtekstów. Więcej

Witajcie!


Mam na imię Jadzia i jestem romansoholiczką. Całkowicie bez wstydu przyznaję – czytam romanse, lubię czytać romanse i nie zamierzam przestać czytać romansów.

W tym blogu będę zamieszczać recenzje romansów, które przeczytałam, przemyślenia na temat tych, które czytam aktualnie i wszystko, co mi przyjdzie do głowy odnośnie romansów w ogóle. Kilka moich recenzji opublikowanych zostało już na forum Romansoholiczki, do odwiedzenia którego serdecznie zapraszam.

Wszystkie recenzje, jakie pojawią się na tym blogu są mojego autorstwa i przedstawiają jedynie moje opinie, w stu procentach subiektywne. Prawda jest taka, że często czytając romanse przyjmuję je bezkrytycznie, a kiedy coś mi się podoba, lubię przymknąć oko na niedoskonałości.

Najbardziej lubię romanse, w których nie ma za wiele dramatozy. Bohaterowie nie powinni mieć więc za sobą zbytnio traumatycznych przeżyć, a na drodze ich miłości nie powinny stawać zbyt wielkie przeszkody. Chociaż nie, to nie do końca tak. Przeszkody mogą być, owszem, ale nie takie, przez które chciałoby mi się płakać i współczuć bohaterom. Lubię romanse lekkie, z elementami humorystycznymi, w których bohaterowie nie biadolą ciągle nad swoim losem i nie pozwalają, by przeszłość szkodziła ich miłości. Takie historie szybko się czyta, a po przeczytaniu na twarzy zostaje uśmiech, nawet jeśli był to romans o niczym, w którym nie było za wiele akcji, a jedynie sekwencja scen opisujących interakcji między bohaterami. Bardzo lubię, jeśli w trakcie czytania książki zdarzy mi się raz czy dwa zaśmiać na głos.

Jeśli tak jak ja, lubisz czytać romanse i nie wstydzisz się tego – zapraszam do komentowania i wyrażania swoich opinii 🙂

Pozdrawiam, Jacquie